Dieta dojrzałej kobiety

najlepsza dieta po czterdziestce

W pewnym wieku tłuszczyk odkłada się znacznie szybciej. Do tego dochodzą dolegliwości związane ze spadkiem hormonów. Mam dla Was listę produktów na tak i nie – specjalnie pod kątem diety dojrzałych kobiet.

Lubię listy, bo one porządkują życie. Skomplikowane diety i jadłospisy nie są dla mnie. Jeśli jesteście do mnie podobne, może się Wam przydać spis najważniejszych produktów, które powinny się znaleźć w diecie dojrzałej kobiety oraz te, których lepiej unikać.

Dieta dojrzałej kobiety – 3 grupy produktów, które warto włączyć do jadłospisu

Fitoestrogeny roślinne na uderzenia gorąca i apetyt na słodycze

Zastępują częściowo tracone w tym wieku naturalne estrogeny. Dietetycy zalecają dostarczanie ich w postaci siemienia lnianego, soi, ciecierzycy(przepis na mój popisowy hummus i więcej o ciecierzycy znajdziesz tu: Hummus z pestkami granatu – mój popisowy przepis). To właśnie te produkty pozwalają osłabić uderzenia gorąca, problemy z koncentracją i co ważne w przypadku gwałtownego przybierania na wadze – hamują apetyt na słodycze. Kluczowe jest, żeby te produkty były obecne w naszej codziennej diecie, a nie tylko okazjonalnie. Liczy się regularność, a nie ilość. Ja zawsze mam w domu siemię lniane (także w postaci sproszkowanej) i dodaję je do sałatek i koktajli.

Produkty z dużą ilością potasu, czyli banany i pomidory – pomagają na obrzęki

Kiedy w mojej diecie brakuje potasu albo gdy jest w niej zbyt dużo soli (gdy często jem na mieście, bo w domu w ogóle jej nie używam) natychmiast jestem bardziej opuchnięta, a organizm „nabiera wody”. Staram się wtedy na kilka dni przejść na dietę składającą się z dużej ilości warzyw i pić co najmniej 3 litry wody dziennie.

Zielone warzywa liściaste – jarmuż, szpinak, sałata, kapustne – usprawniają metabolizm i chronią przed osteoporozą

Zawierają dużo błonnika, czyli pomagają w dobrej przemianie materii i wapń – który przeciwdziała osteoporozie. Najbardziej lubię je w formie zielonych koktajli. Dodaję wodę, ananasa, jabłko lub banan i trochę siemienia lnianego.

zielone koktajle - dla dojrzałych kobiet

Dieta dojrzałej kobiety – 3 produkty, które powinny znaleźć się na czarnej liście

Kofeinawzmaga objawy menopauzy

Tak, wiem, to trudny temat. Też jestem uzależniona od małej czarnej. Przyjmuję jednak argumenty, że wypłukuje magnez, którego mój organizm w tym wieku bardzo potrzebuje, wzmaga uderzenia gorąca i sprzyja wahaniom nastroju (o tym jak sobie radzić z wahaniami nastrojów przeczytasz tu: 3 dobre nawyki, które pomagają, gdy mamy częste wahania nastroju).

Cukier i słodyczeodpowiedzialne za tycie i nasze samopoczucie

Nie tylko sprawiają, że przybieramy na wadze, ale także powodują gwałtowny wzrost poziomu glukozy we krwi, a następnie ich równie gwałtowny spadek. Efekt? Oponka na brzuchu i brak energii oraz uczucie zmęczenia. W moim przypadku jedyny sposób na apetyt na słodycze – nie mieć ich w domu oraz dieta z dużą ilością owoców. Szczególnie dodane rano do owsianki lub kaszy, sprawiają, że w ciągu dnia mam mniejszą ochotę na coś słodkiego (o najlepszych owocach w diecie dojrzałej kobiety pisałam w tym artykule:  Jakie owoce dodać do jaglanki, by wspomagały zdrowie kobiety 40plus).

Żółte i pleśniowe sery – to prawda, że mają dużo wapnia, ale są bardzo tłuste

Też zauważyłyście, że w pewnym wieku macie większą ochotę na tłuste potrawy? To wina szalejących hormonów. Ale tłuste żółte i pleśniowe sery jeszcze bardziej nam zaszkodzą. Najczęściej mają dużą zawartość soli (od której puchniemy), tłuszczu (który sprawia, że mamy problem z utrzymaniem wagi), a często także nie tolerujemy zawartej w nich laktozy. A dietetycy dowodzą, że w wieku okołomenopauzalnym pogłębia się nasza nietolerancja na laktozę.

Nie wiem, jak Wy, ale ja od czasu do czasu muszę sobie wiedzę o zdrowym żywieniu odświeżać. Szczególnie teraz, latem, kiedy czyha tyle pokus. Lody, słodzone napoje, ciasta z owocami…No i mrożona kawa – to moje najczęstsze grzeszki. Tak więc, wracam na zdrowe dietetyczne tory!

dieta dla kobiet po czterdziestce

Podziel się!


2 Komentarze5 Minuty

Powakacyjna chandra – jak sobie z nią radzić

Powakacyjna chandra - najlepsze sposoby

Powakacyjna chandra dotyka nawet 70 proc. osób, ale dotkliwiej przechodzą ją kobiety. Jesteśmy bardziej wrażliwe, ale to też nasza broń, która pomaga sobie poradzić z pourlopowym smutkiem.

W tym roku byliśmy w Toskanii i było wyjątkowo pięknie (relację znajdziesz tu: 4 powody, dla których kocham Toskanię). I tak jak było bajkowo, tak trudno było mi wrócić do rzeczywistości. Melancholia pourlopowa. Nie wiedziałam, że to tak powszechne zjawisko i że my kobiety jesteśmy na nią bardziej narażone. Postanowiłam więc zgłębić temat i poszukać rozwiązań. Jednym z nich jest odnajdowanie w codzienności urlopowych klimatów. Dlatego artykuł zilustrowałam zdjęciami z Bulwarów nad Wisłą – chyba najbardziej wakacyjnego miejsca w Warszawie.

Chandra po wakacjach - jak sobie radzić

Napięcie pourlopowe ma swoją naukową nazwę – Post Holiday Tension

Według badań to właśnie kobiety cierpią na nie częściej i dotkliwiej. Niepokój, stres, rozkojarzenie to podobno najczęstsze symptomy. Psychologowie dowodzą, że pierwsze 2 tygodnie po urlopie nasza wydajność sięga tylko 40 proc. Dopiero w trzecim dochodzimy do normy. Żeby łatwiej nam było zaaklimatyzować się do powakacyjnej rzeczywistości najczęściej od razu planujemy następną wyprawę. Co jeszcze można zrobić? Zebrałam kilka pomysłów.

Mikrowyprawy – sposób na powakacyjny stres

Moim ulubionym miejscem w Warszawie są właśnie Bulwary nad Wisłą. Kilkukilometrowa nadrzeczna promenada to świetne miejsce na spacer lub przejażdżkę rowerem. Altany z leżakami, kamienne ławy oraz siedziska z konarów drzew zachęcają do wypoczynku i zwolnienia tempa. Jest także punkt widokowy i mini plaża z wiklinowymi koszami. W bezpośrednim sąsiedztwie bulwarów znajdują się Centrum Nauki Kopernik, Muzeum nad Wisłą czy Multimedialny Park Fontann, gdzie w letnie weekendy (piątek-sobota) odbywają się pokazy „woda, światło, dźwięk” – po zmierzchu na wodnym ekranie odbywa się niezwykłe widowisko: lasery, animacje i muzyka tworzą barwny spektakl.

Lato w Warszawie
Chandra po wakacjach - jak sobie poradzić
Powrót do pracy po wakacjach

Ulubiony ruch na świeżym powietrzu

Ja uwielbiam rowerowe wycieczki. Nie muszą być dalekie. Ważne, żeby dawały mi poczucie wolności, przestrzeni i zapewniały piękne widoki. Co roku obiecuję sobie, że latem będę też biegać i jeździć na rolkach, ale rower wygrywa. Kojarzy mi się z wakacjami w dzieciństwie i najbardziej ładuje akumulatory.

Wakacyjne lektury

To specjalna kategoria książek. Z wakacjami najbardziej kojarzą mi się kryminały, których zazwyczaj nie czytam w ciągu roku, a także powieści przenoszące mnie w świat ciepła, spokoju i życzliwych ludzi (właśnie jestem po lekturze mojej ukochanej autorki Fannie Flagg i jej nowej książki „Całe miasto o tym mówi”). No i biografie – na stoliku nocnym czeka „Leonardo Da Vinci” Waltera Isaacsona. Kiedy wiem, że wieczorem wrócę do ulubionej lektury, łatwiej mi przetrwać stres związany z powrotem do codziennych obowiązków.

Weekend na łonie natury

Ale koniecznie bez telefonu, komputera, telewizji. W tym roku odkryliśmy jeziora na Kaszubach. Nie są tak zatłoczone jak na Mazurach, woda jest krystalicznie czysta, wokół rozciągają się piękne lasy. Zostawiam w domu laptopa, wyłączam telefon, nie biorę nawet książki. Przełączam się zupełnie na tryb jestem i doświadczam. W niedzielę wieczorem wracam do domu szczęśliwa, spokojna i pełna dobrej energii.

Kobieca chandra - sposoby
Dojrzała kobieta - sposoby na wahania nastrojów

Powakacyjna chandra – czego unikam, żeby sobie z nią poradzić

Zauważyłam także, że aby naprawdę odpocząć, muszę powiedzieć NIE wielu rzeczom i sprawom. To, czego NIE ROBIĘ, ma ogromny wpływ na jakość mojego samopoczucia i poziom energii.

Czego NIE ROBIĘ latem, żeby lepiej wypocząć

NIE OGLĄDAM TELEWIZJI

Jeśli wydarzy się coś naprawdę ważnego, na pewno ktoś mnie poinformuje (na przykład mój mąż, który uwielbia być ze wszystkim na bieżąco). Z wiekiem mam coraz mniejszą tolerancję na hałas, informacyjny szum i telewizję w ogóle. Właściwie po godzinie oglądania i słuchania (czy tylko mnie się wydaje, że oni coraz głośniej mówią, a niektórzy prezenterzy wręcz krzyczą??) telewizji czuję się wykończona. Od czasu do czasu idę na kompromis i obejrzę jakiś film na HBO GO. Z Netflix’a świadomie zrezygnowałam, bo seriale zjadały za dużo mojego cennego czasu (niestety jestem jedną z tych osób, która wpada w serialowe ciągi). To uwolniło więcej czasu na książki (które uwielbiam), spacery i pracę w ogródku (może to zabrzmi banalnie, ale zwykła czynność podlewania roślin regeneruje mój umysł lepiej niż pół godziny medytacji).

Co ograniczam, żeby doładować baterie

Z pewnych rzeczy nie mogę zupełnie zrezygnować. Ale mogę je ograniczyć.

JESTEM WIĘC MNIEJ AKTYWNA W SOCIAL MEDIACH

To ogromna przyjemność mieć swoje czytelniczki, dzielić się z nimi przemyśleniami, inspiracjami i tworzyć dla nich kontent. Ale to także nieustanna aktywność umysłowa, patrzenie na świat poprzez pryzmat postów na bloga, Instagrama czy Facebooka i czas spędzony na portalach, by odpowiedzieć na komentarze. Nie będę przytaczać badań, jak bardzo umysł się męczy mając kontakt z urządzeniami elektronicznymi, czy podczas aktywności w Internecie. Ale, uwierzcie mi na słowo – męczy się. I latem po prostu tę działalność ograniczam. Wierzę, że moje czytelniczki mi to wybaczą (tym bardziej, że nie znikam zupełnie) i że one też chętniej teraz spędzają czas na świeżym powietrzu, niż przy komputerze.

SPĘDZAM TEŻ MNIEJ CZASU W…KUCHNI :-)

Naprawdę na co dzień to uwielbiam. Ale, jak większość kobiet robię to także dlatego, że to część moich domowych obowiązków. Chodzi o to, żeby dać sobie więcej przestrzeni na zwolnienie, leniuchowanie, regenerację sił. Więc stawiam na dania jednogarnkowe, szybkie sałatki i zachęcam domowników, żeby częściej zadbali o swoje żołądki sami (brawo ja!).

Przede nami jeszcze wiele letnich tygodni i mam nadzieję ciepła jesień. Tym z Was, które są przed urlopem życzę cudownego wypoczynku, a dla tych które już po – pięknych wrażeń zapisanych w pamięci i na zdjęciach!

Najpiękniejsze miejsca Warszawy
Powrót do pracy po wakacjach - sposoby
Powrót do rzeczywistości po wakacjach - jak sobie poradzić

Podziel się!


0 Komentarzy8 Minuty

Dojrzała kobieta na Instagramie

Instagram - plusy i minusy

Instagram budzi skrajne emocje. Stereotypowo uważa się, że jest raczej dla młodych i narcyzów. Co więc na Instagramie robi dojrzała kobieta i czego może się tu spodziewać?

Na Instagram trafiłam przez przypadek (chyba, że założymy, że nic nie dzieje się bez przyczyny). Konto założyła mi przyjaciółka (młodsza oczywiście). Niewiele z tej rzeczywistości rozumiałam. Hashstagi, geotagi, instastory?? Nie miałam o tym pojęcia. Ale nie to było najważniejsze. Długo nie mogłam rozgryźć zasad, jakie panują na Instagramie. Popełniłam wiele błędów, ale też szybko się uczyłam. Przede wszystkim jednak odpowiedziałam sobie na pytanie, co w Instagramie lubię, a czego niekoniecznie. I po co mi, dojrzałej kobiecie, jest potrzebna obecność w tym serwisie społecznościowym.

Instagram – za co go lubię

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to społeczność ciekawych ludzi pełnych pasji i empatii.

Na Instagramie panuje niepisana umowa, że dajesz innym dobrą energię i pozytywny feedback. Nie spotkałam się tam z hejtem, krytyką, negatywnymi uwagami. Jeśli komuś się nie podoba twoje konto i twórczość, po prostu cię nie obserwuje lub nie zostawia polubień. Oczywiście słyszałam o fali hejtu w stosunku do niektórych blogerów czy celebrytów, ale instagramowa codzienność jest raczej przyjazna. Szczególnie w grupie kobiet 40+. Dzielą się przepisami, pomysłami na dekoracje domu, zdjęciami z podróży i naprawdę mocno się wspierają. W tej grupie nie ma też takiego ciśnienia na idealnie piękne zdjęcia. Ważny jest przekaz, energia i pomysł. Ich konta są nie tylko ciekawe i często ładne, ale także pełne inspirujących przemyśleń i doświadczeń. Okazuje się, że poprzez podobną historię i czasy, w których najpierw dorastałyśmy, a potem stawałyśmy się dojrzałymi kobietami, mamy wiele wspólnego i podobnie patrzymy na świat.

To, co cenię w Instagramie to także INSPIRACJE. 

Takiej ilości ciekawych informacji, pomysłów na dania, dekoracje czy ciekawe miejsca do zwiedzenia nie ma chyba nigdzie indziej. Można obserwować konta światowych marek czy blogerek, ale także kobiet takich jak my, które dzielą się swoją pasją. Jeśli interesujesz się modą lub urodą – Instagram jest dla Ciebie stworzony. Te branże są tam najbardziej aktywne. Wiele marek prowadzi konta, które wyglądają jak blogi life-stylowe. Z nastrojowymi zdjęciami, w których kosmetyki czy ubrania są jednym z elementów pięknych kadrów. Ale jest także mnóstwo kont dla osób, które interesują się książkami, malarstwem, rędkodziełem, rozwojem osobistym i wiele innych. Każdy znajdzie tu coś dla siebie!

Instagram to informacje, informacje i jeszcze raz informacje.

Jedziesz do nowego miejsca? Wyszukujesz je na Instagramie – poprzez geotagi lub hashtagi wyławiasz najlepsze punkty widokowe, hotele, restauracje. Możesz też wrzucić pytanie do swojej społeczności. Jest prawie pewne, że będzie wśród niej ktoś, kto chętnie pomoże lub coś zarekomenduje. Ja dzięki takiej znajomości zwiedziłam najpiękniejsze miejsca Florencji (artykuł znajdziesz tu: Florencja – najpiękniejsze miejsca). Przewodniki oferowały zbyt dużą liczbę informacji, a koleżanka z Instagrama poleciła nie tylko gdzie pójść, ale także z jakiego miejsca i o której godzinie, zrobię najpiękniejsze zdjęcia!

Instagram to też możliwość kreacji, wypowiedzenia w twórczy sposób, tego jak widzimy i przeżywamy świat.

Możesz malować obrazy, układać bukiety, pisać książki. Możesz także tworzyć w unikalny sposób swoje konto na Instagramie. To rodzaj galerii, w której prezentujesz swoją estetyczną wrażliwość i widzenie świata. Dziś niemal każdy telefon potrafi robić ładne zdjęcia, ma wbudowane ciekawe filtry i funkcje, które umożliwiają uzyskanie niesamowitych wizualnych efektów. Ogranicza cię tylko wyobraźnia!

Instagram-dla-dojrzałych-kobiet

Ale… No właśnie, jest kilka pułapek. Instagram to wielki biznes. I jak każdy biznes ma za zadanie przytrzymać przy swoim produkcie jak najdłużej i jak najsilniej. Działy marketingu wydają ogromne pieniądze, by opracować taki system, układ, a nawet kolor serduszek, by uzależnić nas od ciągłego przewijania, przeglądania i sprawdzania, ile polubień uzyskało dane zdjęcie. Dla wielu osób to ciągły emocjonalny rollercoaster. Gdy komentarzy i serduszek jest dużo, emocje szybują w górę jak górska kolejka i jak górska kolejka zaraz potem gwałtownie spadają w dół. W takich chwilach niektórzy użytkownicy Instagrama myślą – po co mi to, skasuję to konto. A potem znowu fala serduszek i znowu przypływ endorfin. To nie znaczy, że Instagram jest zły. To tym bardziej nie znaczy, że osoby mające konta na tym portalu nie powinny z niego korzystać. Dla mnie jest to nauka uważności i świadomego zarządzania zarówno treściami na Instagramie jak i swoimi emocjami.

Instagram – na co trzeba uważać

 Przede wszystkim na swoje emocje.

Ilość śledzących konto, serduszek i komentarzy zależy od wielu czynników. Od pory roku, godziny wrzucenia posta, branży (lub tematyki), hashstagów, zdjęcia i wielu innych czynników (słynne algorytmy!), o których czasem wiedzą tylko twórcy Instagrama. Do tego te zasady ciągle się zmieniają! Nie jest tajemnicą, że posty są bardziej popularne, gdy na zdjęciu jest zbliżenie twarzy, a mniej, gdy wrzucamy książkę albo krajobraz. Wiem o tym, ale to moje konto, tworzę je w zgodzie ze sobą. Popularność nie jest dla mnie najważniejsza (choć oczywiście jest bardzo miła). Czasem chcę podzielić się sobą, a czasem tym co widzę i co mnie inspiruje. Sprawdzam też na bieżąco jak się czuję z tym, czym się dzielę. Czy to nie przekracza jakiś moich granic. Dla każdej osoby ta granica jest inna. To może być pokazywanie dzieci, domu, a nawet siebie. Każdy musi sam sprawdzić, co dla niego jest dopuszczalne, a co nie. Już przy założeniu konta można wybrać, jak bardzo chce się chronić swoją prywatność. Jeśli wybierzemy tzw. konto prywatne, będą miały do niego dostęp tylko osoby, którym na to zezwolimy. Ale to ma też drugą stronę medalu – osoby z zewnątrz nie mogą zobaczyć naszej galerii i mamy mniejszą szansę na szeroką publiczność.

Na porównywanie się.

To bardzo ważne – trzeba pamiętać, że to jest rodzaj kreacji. Nie znaczy to, że twórcy nie są autentyczni, ale nie pokazują wszystkiego, ani siebie w każdym stanie. Instagram to nie oni ani ich życie, tylko pewien aspekt (najczęściej ten ładniejszy) ich rzeczywistości. Może być najprawdziwszy, ale nie jedyny. Wszyscy bywamy zmęczeni, smutni i jest wiele dni, gdy wyglądamy jak zombie – bo projekt, bo choroba, bo stres i niedoczas. Nasze domy to nie wystawa w sklepie meblowym, a związki nie przypominają sielanki. Ale dzielimy się najczęściej tym co ładne, atrakcyjne i pozytywne. Myślę, że jesteśmy na tyle dojrzałe, żeby o tym wiedzieć i nie porównywać ani siebie ani swoich żyć i domów do tego, co widzimy na instagramowych zdjęciach. Chodzi o relaks, inspirację, przyjemny, a czasem wartościowy czas spędzony na Instagramie. Ja, jeżeli czegoś zazdroszczę, to umiejętności robienia pięknych zdjęć! No i użycia fajnych filtrów, które na Instagramie stosują nawet młode dziewczyny.

Instagram – dziwne konta.

To temat tabu i jednocześnie plaga. Kiedy zakładałam konto na Instagramie, wiedziałam jedno – chcę tworzyć społeczność kobiet dojrzałych, które wzajemnie będą się inspirować i dzielić się z nimi tym, w jaki sposób widzę świat. Nie szukałam flirtu, związku ani męskich znajomości. Nie wysyłałam też takich sygnałów. A jednak masowo (tak, niestety) zaczęli obserwować mnie panowie z różnych stron świata (jakimś dziwnym trafem, większość to „lekarze” albo „architekci” ;-) ). Kiedy wejdzie się na konta nawet znanych blogerek, widać jak wielu jest takich obserwujących. Czasem to tak zwane boty (programy, które mają za zadanie masowe obserwowanie kont), czasem realni panowie szukający w Internecie przygody (z różnymi, nie zawsze uczciwymi intencjami). Ponieważ zależy mi na społeczności kobiet, systematycznie blokuję (na szczęście jest taka funkcja!) takich obserwujących. Wolę mieć mniejszą społeczność, ale autentyczną i taką, która mnie inspiruje i dla której ja jestem inspiracją.

Na spędzany tam czas. To miejsce naprawdę wciąga i potrafi uzależnić. Czasem łapię się na tym, że wchodzę na chwilę i nie wiem kiedy mija godzina (albo dwie..). A życie jest tu i teraz, w moim domu, z mężem, zwierzętami, przyjaciółmi. Jeśli przesadzę z mediami społecznościowymi, zawsze czuję spadek energii i emocji. Najlepszą odtrutką jest detoks i proste, fizyczne czynności. Praca w ogródku, układanie w szafach, gotowanie. To mnie bardzo uziemia i przywraca poczucie realności. Zresztą mam wrażenie, że nasze pokolenie jest mniej podatne na uzależnienie od wirtualnego świata. Mamy zakodowaną potrzebę kontaktów z żywym człowiekiem, zwierzętami, naturą. To jest dla nas realne życie i w łatwy sposób do tego wracamy. Kiedy obserwuję dzieci i nastolatki widzę dużo większy problem. Ale to już temat na inną opowieść..

Instagram – czego mnie nauczył

Na Instagramie jest trochę jak w życiu. Przyciągasz ludzi o podobnej wrażliwości i poglądach. Jeśli jesteś dla nich miła i wspierająca, dostajesz w zamian to samo. I jak w życiu zdarzają się osoby, z którymi ci nie po drodze. Ale na szczęście są dwie cudowne funkcje – blokuj i unfollow (nie obserwuj) i warto z nich korzystać.

Instagram, jak wszystko wokół jest rodzajem energii, wymiany. Zdałam sobie sprawę, że tylko ja jestem odpowiedzialna za to, jaką energię wysyłam i jaką do siebie dopuszczam. Pokazuje mi też, gdzie są moje granice dzielenia się swoim światem i sobą. Ale też daje możliwość odważnego zaprezentowania swoich myśli i odczuć.

Dla mnie, kobiety „w pewnym wieku” Instagram stał się także szkołą odwagi. Pokazania siebie i kawałka swojego świata. Okazuje się, że jestem bardziej otwarta i odważniejsza, niż myślałam. Ale jednocześnie nie tak otwarta i przebojowa, jak czasami bym chciała.

Dzięki Instagramowi stałam się także bardziej tolerancyjna i mniej oceniająca. 

Kiedy słyszę głosy krytyczne w stosunku do kont prezentujących same selfie albo osób używających mocnych filtrów, myślę sobie – dlaczego nie? O co chodzi? Znam takie osoby i bardzo je lubię. Dla mnie ważne jest to, jakie treści publikują, co mają do powiedzenia, jak traktują siebie i innych! Co komu do tego, jakich ktoś używa filtrów albo jakie zdjęcia prezentuje, dopóki nie robi innym krzywdy (i nie łamie regulaminu Instagrama). Nikt nikogo nie zmusza do obserwowania kont, których nie lubi. Skąd więc ta potrzeba krytyki i wyśmiewania? I kto tu powinien się wstydzić? Twórcy czy krytykujący, którzy hejtując innych próbują się wypromować w Internecie?

No i na koniec – publikując swoje zdjęcia na Instagramie przerobiłam wiele swoich kompleksów i lęków. Bo nos, bo waga nie ta, bo co ludzie powiedzą. Nauczyłam się patrzeć na siebie i innych życzliwszym okiem. Ok, to też kwestia wieku, ale Instagram to pogłębił. Już się tak siebie nie czepiam, nie oceniam tak surowo. Patrzę na niektóre zdjęcia i myślę – fajna kobieta, jak dobrze, że ją poznałam!

To co? Zajrzycie na Instagram?

Instagram-jak z niego korzystać

Podziel się!


8 Komentarzy16 Minuty