Instagram - plusy i minusy

Instagram budzi skrajne emocje. Stereotypowo uważa się, że jest raczej dla młodych i narcyzów. Co więc na Instagramie robi dojrzała kobieta i czego może się tu spodziewać?

Na Instagram trafiłam przez przypadek (chyba, że założymy, że nic nie dzieje się bez przyczyny). Konto założyła mi przyjaciółka (młodsza oczywiście). Niewiele z tej rzeczywistości rozumiałam. Hashstagi, geotagi, instastory?? Nie miałam o tym pojęcia. Ale nie to było najważniejsze. Długo nie mogłam rozgryźć zasad, jakie panują na Instagramie. Popełniłam wiele błędów, ale też szybko się uczyłam. Przede wszystkim jednak odpowiedziałam sobie na pytanie, co w Instagramie lubię, a czego niekoniecznie. I po co mi, dojrzałej kobiecie, jest potrzebna obecność w tym serwisie społecznościowym.

Instagram – za co go lubię

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to społeczność ciekawych ludzi pełnych pasji i empatii.

Na Instagramie panuje niepisana umowa, że dajesz innym dobrą energię i pozytywny feedback. Nie spotkałam się tam z hejtem, krytyką, negatywnymi uwagami. Jeśli komuś się nie podoba twoje konto i twórczość, po prostu cię nie obserwuje lub nie zostawia polubień. Oczywiście słyszałam o fali hejtu w stosunku do niektórych blogerów czy celebrytów, ale instagramowa codzienność jest raczej przyjazna. Szczególnie w grupie kobiet 40+. Dzielą się przepisami, pomysłami na dekoracje domu, zdjęciami z podróży i naprawdę mocno się wspierają. W tej grupie nie ma też takiego ciśnienia na idealnie piękne zdjęcia. Ważny jest przekaz, energia i pomysł. Ich konta są nie tylko ciekawe i często ładne, ale także pełne inspirujących przemyśleń i doświadczeń. Okazuje się, że poprzez podobną historię i czasy, w których najpierw dorastałyśmy, a potem stawałyśmy się dojrzałymi kobietami, mamy wiele wspólnego i podobnie patrzymy na świat.

To, co cenię w Instagramie to także INSPIRACJE. 

Takiej ilości ciekawych informacji, pomysłów na dania, dekoracje czy ciekawe miejsca do zwiedzenia nie ma chyba nigdzie indziej. Można obserwować konta światowych marek czy blogerek, ale także kobiet takich jak my, które dzielą się swoją pasją. Jeśli interesujesz się modą lub urodą – Instagram jest dla Ciebie stworzony. Te branże są tam najbardziej aktywne. Wiele marek prowadzi konta, które wyglądają jak blogi life-stylowe. Z nastrojowymi zdjęciami, w których kosmetyki czy ubrania są jednym z elementów pięknych kadrów. Ale jest także mnóstwo kont dla osób, które interesują się książkami, malarstwem, rędkodziełem, rozwojem osobistym i wiele innych. Każdy znajdzie tu coś dla siebie!

Instagram to informacje, informacje i jeszcze raz informacje.

Jedziesz do nowego miejsca? Wyszukujesz je na Instagramie – poprzez geotagi lub hashtagi wyławiasz najlepsze punkty widokowe, hotele, restauracje. Możesz też wrzucić pytanie do swojej społeczności. Jest prawie pewne, że będzie wśród niej ktoś, kto chętnie pomoże lub coś zarekomenduje. Ja dzięki takiej znajomości zwiedziłam najpiękniejsze miejsca Florencji (artykuł znajdziesz tu: Florencja – najpiękniejsze miejsca). Przewodniki oferowały zbyt dużą liczbę informacji, a koleżanka z Instagrama poleciła nie tylko gdzie pójść, ale także z jakiego miejsca i o której godzinie, zrobię najpiękniejsze zdjęcia!

Instagram to też możliwość kreacji, wypowiedzenia w twórczy sposób, tego jak widzimy i przeżywamy świat.

Możesz malować obrazy, układać bukiety, pisać książki. Możesz także tworzyć w unikalny sposób swoje konto na Instagramie. To rodzaj galerii, w której prezentujesz swoją estetyczną wrażliwość i widzenie świata. Dziś niemal każdy telefon potrafi robić ładne zdjęcia, ma wbudowane ciekawe filtry i funkcje, które umożliwiają uzyskanie niesamowitych wizualnych efektów. Ogranicza cię tylko wyobraźnia!

Instagram-dla-dojrzałych-kobiet

Ale… No właśnie, jest kilka pułapek. Instagram to wielki biznes. I jak każdy biznes ma za zadanie przytrzymać przy swoim produkcie jak najdłużej i jak najsilniej. Działy marketingu wydają ogromne pieniądze, by opracować taki system, układ, a nawet kolor serduszek, by uzależnić nas od ciągłego przewijania, przeglądania i sprawdzania, ile polubień uzyskało dane zdjęcie. Dla wielu osób to ciągły emocjonalny rollercoaster. Gdy komentarzy i serduszek jest dużo, emocje szybują w górę jak górska kolejka i jak górska kolejka zaraz potem gwałtownie spadają w dół. W takich chwilach niektórzy użytkownicy Instagrama myślą – po co mi to, skasuję to konto. A potem znowu fala serduszek i znowu przypływ endorfin. To nie znaczy, że Instagram jest zły. To tym bardziej nie znaczy, że osoby mające konta na tym portalu nie powinny z niego korzystać. Dla mnie jest to nauka uważności i świadomego zarządzania zarówno treściami na Instagramie jak i swoimi emocjami.

Instagram – na co trzeba uważać

 Przede wszystkim na swoje emocje.

Ilość śledzących konto, serduszek i komentarzy zależy od wielu czynników. Od pory roku, godziny wrzucenia posta, branży (lub tematyki), hashstagów, zdjęcia i wielu innych czynników (słynne algorytmy!), o których czasem wiedzą tylko twórcy Instagrama. Do tego te zasady ciągle się zmieniają! Nie jest tajemnicą, że posty są bardziej popularne, gdy na zdjęciu jest zbliżenie twarzy, a mniej, gdy wrzucamy książkę albo krajobraz. Wiem o tym, ale to moje konto, tworzę je w zgodzie ze sobą. Popularność nie jest dla mnie najważniejsza (choć oczywiście jest bardzo miła). Czasem chcę podzielić się sobą, a czasem tym co widzę i co mnie inspiruje. Sprawdzam też na bieżąco jak się czuję z tym, czym się dzielę. Czy to nie przekracza jakiś moich granic. Dla każdej osoby ta granica jest inna. To może być pokazywanie dzieci, domu, a nawet siebie. Każdy musi sam sprawdzić, co dla niego jest dopuszczalne, a co nie. Już przy założeniu konta można wybrać, jak bardzo chce się chronić swoją prywatność. Jeśli wybierzemy tzw. konto prywatne, będą miały do niego dostęp tylko osoby, którym na to zezwolimy. Ale to ma też drugą stronę medalu – osoby z zewnątrz nie mogą zobaczyć naszej galerii i mamy mniejszą szansę na szeroką publiczność.

Na porównywanie się.

To bardzo ważne – trzeba pamiętać, że to jest rodzaj kreacji. Nie znaczy to, że twórcy nie są autentyczni, ale nie pokazują wszystkiego, ani siebie w każdym stanie. Instagram to nie oni ani ich życie, tylko pewien aspekt (najczęściej ten ładniejszy) ich rzeczywistości. Może być najprawdziwszy, ale nie jedyny. Wszyscy bywamy zmęczeni, smutni i jest wiele dni, gdy wyglądamy jak zombie – bo projekt, bo choroba, bo stres i niedoczas. Nasze domy to nie wystawa w sklepie meblowym, a związki nie przypominają sielanki. Ale dzielimy się najczęściej tym co ładne, atrakcyjne i pozytywne. Myślę, że jesteśmy na tyle dojrzałe, żeby o tym wiedzieć i nie porównywać ani siebie ani swoich żyć i domów do tego, co widzimy na instagramowych zdjęciach. Chodzi o relaks, inspirację, przyjemny, a czasem wartościowy czas spędzony na Instagramie. Ja, jeżeli czegoś zazdroszczę, to umiejętności robienia pięknych zdjęć! No i użycia fajnych filtrów, które na Instagramie stosują nawet młode dziewczyny.

Instagram – dziwne konta.

To temat tabu i jednocześnie plaga. Kiedy zakładałam konto na Instagramie, wiedziałam jedno – chcę tworzyć społeczność kobiet dojrzałych, które wzajemnie będą się inspirować i dzielić się z nimi tym, w jaki sposób widzę świat. Nie szukałam flirtu, związku ani męskich znajomości. Nie wysyłałam też takich sygnałów. A jednak masowo (tak, niestety) zaczęli obserwować mnie panowie z różnych stron świata (jakimś dziwnym trafem, większość to „lekarze” albo „architekci” ;-) ). Kiedy wejdzie się na konta nawet znanych blogerek, widać jak wielu jest takich obserwujących. Czasem to tak zwane boty (programy, które mają za zadanie masowe obserwowanie kont), czasem realni panowie szukający w Internecie przygody (z różnymi, nie zawsze uczciwymi intencjami). Ponieważ zależy mi na społeczności kobiet, systematycznie blokuję (na szczęście jest taka funkcja!) takich obserwujących. Wolę mieć mniejszą społeczność, ale autentyczną i taką, która mnie inspiruje i dla której ja jestem inspiracją.

Na spędzany tam czas. To miejsce naprawdę wciąga i potrafi uzależnić. Czasem łapię się na tym, że wchodzę na chwilę i nie wiem kiedy mija godzina (albo dwie..). A życie jest tu i teraz, w moim domu, z mężem, zwierzętami, przyjaciółmi. Jeśli przesadzę z mediami społecznościowymi, zawsze czuję spadek energii i emocji. Najlepszą odtrutką jest detoks i proste, fizyczne czynności. Praca w ogródku, układanie w szafach, gotowanie. To mnie bardzo uziemia i przywraca poczucie realności. Zresztą mam wrażenie, że nasze pokolenie jest mniej podatne na uzależnienie od wirtualnego świata. Mamy zakodowaną potrzebę kontaktów z żywym człowiekiem, zwierzętami, naturą. To jest dla nas realne życie i w łatwy sposób do tego wracamy. Kiedy obserwuję dzieci i nastolatki widzę dużo większy problem. Ale to już temat na inną opowieść..

Instagram – czego mnie nauczył

Na Instagramie jest trochę jak w życiu. Przyciągasz ludzi o podobnej wrażliwości i poglądach. Jeśli jesteś dla nich miła i wspierająca, dostajesz w zamian to samo. I jak w życiu zdarzają się osoby, z którymi ci nie po drodze. Ale na szczęście są dwie cudowne funkcje – blokuj i unfollow (nie obserwuj) i warto z nich korzystać.

Instagram, jak wszystko wokół jest rodzajem energii, wymiany. Zdałam sobie sprawę, że tylko ja jestem odpowiedzialna za to, jaką energię wysyłam i jaką do siebie dopuszczam. Pokazuje mi też, gdzie są moje granice dzielenia się swoim światem i sobą. Ale też daje możliwość odważnego zaprezentowania swoich myśli i odczuć.

Dla mnie, kobiety „w pewnym wieku” Instagram stał się także szkołą odwagi. Pokazania siebie i kawałka swojego świata. Okazuje się, że jestem bardziej otwarta i odważniejsza, niż myślałam. Ale jednocześnie nie tak otwarta i przebojowa, jak czasami bym chciała.

Dzięki Instagramowi stałam się także bardziej tolerancyjna i mniej oceniająca. 

Kiedy słyszę głosy krytyczne w stosunku do kont prezentujących same selfie albo osób używających mocnych filtrów, myślę sobie – dlaczego nie? O co chodzi? Znam takie osoby i bardzo je lubię. Dla mnie ważne jest to, jakie treści publikują, co mają do powiedzenia, jak traktują siebie i innych! Co komu do tego, jakich ktoś używa filtrów albo jakie zdjęcia prezentuje, dopóki nie robi innym krzywdy (i nie łamie regulaminu Instagrama). Nikt nikogo nie zmusza do obserwowania kont, których nie lubi. Skąd więc ta potrzeba krytyki i wyśmiewania? I kto tu powinien się wstydzić? Twórcy czy krytykujący, którzy hejtując innych próbują się wypromować w Internecie?

No i na koniec – publikując swoje zdjęcia na Instagramie przerobiłam wiele swoich kompleksów i lęków. Bo nos, bo waga nie ta, bo co ludzie powiedzą. Nauczyłam się patrzeć na siebie i innych życzliwszym okiem. Ok, to też kwestia wieku, ale Instagram to pogłębił. Już się tak siebie nie czepiam, nie oceniam tak surowo. Patrzę na niektóre zdjęcia i myślę – fajna kobieta, jak dobrze, że ją poznałam!

To co? Zajrzycie na Instagram?

Instagram-jak z niego korzystać

Podziel się!

Privacy Preference Center