Słynne modowe cytaty, czyli słów kilka o dojrzałym stylu

Inspiracje modowe dla dojrzałej kobiety

Co definiuje styl dojrzałej kobiety? Co jest dla niej inspiracją? Odpowiedzi szukam w słynnych modowych cytatach.

Czy pamiętacie, jaką metamorfozę przechodził wasz styl w ciągu mijających dekad? Kiedy o tym myślę to widzę, że w moim przypadku chodziło nie tylko o modę i zmieniającą się figurę. To cała moja historia. Studentka filozofii nosiła długie spódnice i czesała się w kok. Dziennikarka i redaktorka to czas bojówek i t-shirtów. Młoda kobieta po przejściach, szukająca miłości lubiła kobiece sukienki. W końcu poważna funkcja zawodowa to etap garsonek i marynarek.

Jak jest dzisiaj? Inspiracji szukałam w słynnych modowych cytatach.

A zdjęcia ilustrujące materiał zostały zrobione w ogrodzie zaprojektowanym przez słynnego projektanta mody Yves Saint Laurenta :-)

Modna kobieta 40 plus

Słynne modowe cytaty – moja strategia stylu

 Styl to wiedza kim jesteś i co chcesz powiedzieć, bez przejmowania się opinią innych – Gore Vidal

Często kobiety piszą do mnie, że po czterdziestce lub po pięćdziesiątce przyszedł w ich życiu czas odnajdywania swojego prawdziwego ja, swoich autentycznych wartości. „Teraz wszystko mogę, nic nie muszę” – to zdanie pada bardzo często. Te poszukiwania mają odzwierciedlenie także w sposobie ubierania się. Jesteśmy dojrzałymi kobietami i szukamy tego, co najlepiej określi kim jesteśmy i jak chcemy być postrzegane. Dochodzi do głosu nasza kreatywna część, która chce się silniej wyrazić, także poprzez ubiór. Moda, styl, ciuchy, to temat, który jest dla nas kobiet ważny. Zaczynamy odważniej żyć i odważniej się ubierać. Dziś kobiety po czterdziestce na pewno nie są przezroczyste. Mają większą świadomość siebie i siłę, by to pokazać światu!

Moda przemija, styl pozostaje – Coco Chanel

Trendy przestały być wyznacznikiem stylu. W modzie dozwolone jest niemal wszystko, a stylową kobietę poznaję zawsze po tym, że…nie zwraca uwagi na modę. „Jeśli chodzi o własny styl, to podobają mi się małe ekscentryczne detale świadczące o naszym indywidualizmie – to głos, którym przemawia nasze prawdziwe „ja”. Właśnie one zdaja się mówić: „Oto jak wygląda moja dusza.” ‘’ – Pisze Rachel Roy – światowej sławy projektantka mody w książce „Zaprojektuj swój styl”. I to jest cały sekret stylu. Kobieta stylowa ubiera się minimalistycznie, ale zawsze nosi biżuterię w stylu etno. Albo – jej styl to paryski szyk z odrobiną skandynawskiego luzu. Albo – najczęściej nosi dżinsy, do tego wysokiej jakości koszule, a usta maluje czerwoną szminką. Wiecie o co mi chodzi? To taki rodzaj świadomego wyboru tego, co nas określa i jak chcemy być postrzegane i umiejętność mówienia nie temu, co nie w naszym…stylu. To wymaga dojrzałości, inteligencji i …charakteru. „Styl to fascynujący sposób zestrojenia się z tym, kim jesteśmy, zrozumienia kim jesteśmy, bycia kreatywnym i wyrażania własnego ja” – pisze kultowa blogerka modowa Garance Doré w swojej książce „Love, Style, Life” i trudno się z nią nie zgodzić.

Jak zmienić swój styl po pięćdziesiątce

Powinniśmy dostrzegać i pieścić szczegóły – Vladimir Nabokov

To, co określa styl kobiety to właśnie szczegóły. Moja teściowa znana jest ze słabości do biżuterii. Nie ma czegoś takiego, jak za dużo pierścionków i naszyjników – twierdzi. Moja mama zawsze malowała usta czerwoną szminką. W czasach PRL-u, gdy kosmetyki były luksusem, to dawało jej poczucie bycia stylową i kobiecą. Audrey Hepburn kojarzy się z balerinami i rozkloszowanymi spódnicami, a Garance Doré z oversizowymi płaszczami i białymi dżinsami. Ja czuję się ubrana najbardziej stylowo, kiedy do klasycznej garderoby dorzucam charakterystyczny dodatek. Duże kolczyki, chusta w ludowe wzory, kolorowe szpilki. Nasze natręctwa, drobne dziwactwa, modowe manie prześladowcze (ile można mieć białych t-shirtów i ludowych chust???!) są naszymi największymi sojusznikami. To w nich zakopane są te szczegóły, które po dopieszczeniu staną się wyznacznikiem naszego niepowtarzalnego stylu.

Kupuj mniej, wybieraj mądrzej – Vivienne Westwood 

10 lat temu zafundowałam sobie nową szafę. Postanowiłam przy okazji zrobić porządki w ubraniach. Już wtedy zaczynała się moda na minimalizm i książki w stylu Marie Kondo. Wyrzuciłam więc wszystkie swoje ciuchy (tak, wszystkie!) na środek pokoju i już to okazało się szokiem. Po co mi tyle ubrań? W końcu zadałam sobie to pytanie. Kolory i wzory kompletnie do siebie nie pasujące, pamiątki po zmianach wagi i nastrojów. Okazało się, że tu też rządziła zasada pareto – tak naprawdę dobrze się czułam i w 20%. Wtedy postanowiłam oddać większość rzeczy i zostawić tylko te, które lubię i do mnie pasują. Co to ma do stylu? Bardzo dużo! Ta decyzja sprawiła, że musiałam określić co jest moje, a co już nie. Zdałam sobie sprawę, że lubię rzeczy klasyczne, ale nowoczesne, że są kolory, w których wyglądam gorzej i lepiej i naprawdę ma dla mnie znaczenie z jakiego materiału uszyta jest sukienka czy spodnie. Dziś dodatkowo mocno wpływa na mnie trend eko i minimalizm. Rozumiem je jako potrzebę zadbania o Ziemię i jej zasoby. Dlatego kupuję mniej, z większą rozwagą i częściej zastanawiam się, czy firma dba o swoich pracowników, skąd bierze materiały i gdzie je szyje.

Najlepszy kolor na świecie to taki, który dobrze na tobie wygląda – Coco Chanel

Kolor ma znaczenie! To pierwsza rzecz, jaką dostrzegają kobiety. Może zmienić nasz nastrój, ale też diametralnie odmienić nasz wygląd. Między 30-tym i 40-tym rokiem życia nosiłam głównie czerń. To wynikało z żałoby, jaką długo nosiłam, ale też z nastawienia do świata. Lubiłam być smutna i zdystansowana (a może tak było wygodniej??). Dziś lubię szarości, beże, biel, błękity. To kolorystyczna baza moich ubrań….. przez większość miesięcy. Wyjątkiem jest wiosna i lato. Wtedy chętniej sięgam po żółcie, czerwienie i róże. Po latach eksperymentów wiem, że lepiej wyglądam w jasnych i chłodnych kolorach. W moim przypadku sprawdzają się ostrzeżenia stylistów przed ciemnymi kolorami „w pewnym wieku”. Czerń, grafitowy, ciemny brąz i ciemny granat – wyglądam w nich dobrze tylko wtedy, gdy jestem wypoczęta i trochę opalona. Czy wiem, jaki kolor jest teraz na topie? Oczywiście, że wiem (nawet napisałam o tym tutaj). Moda wpływa na mnie, jak na każdą z nas. Ale teraz wybieram bardziej świadomie i równie świadomie z niektórych trendów rezygnuję :-)

Przyjemnych stylowych odkryć!

moda dla dojrzałych kobiet

Podziel się!


0 Komentarzy9 Minuty

Dojrzała kobieta na Instagramie

Instagram - plusy i minusy

Instagram budzi skrajne emocje. Stereotypowo uważa się, że jest raczej dla młodych i narcyzów. Co więc na Instagramie robi dojrzała kobieta i czego może się tu spodziewać?

Na Instagram trafiłam przez przypadek (chyba, że założymy, że nic nie dzieje się bez przyczyny). Konto założyła mi przyjaciółka (młodsza oczywiście). Niewiele z tej rzeczywistości rozumiałam. Hashstagi, geotagi, instastory?? Nie miałam o tym pojęcia. Ale nie to było najważniejsze. Długo nie mogłam rozgryźć zasad, jakie panują na Instagramie. Popełniłam wiele błędów, ale też szybko się uczyłam. Przede wszystkim jednak odpowiedziałam sobie na pytanie, co w Instagramie lubię, a czego niekoniecznie. I po co mi, dojrzałej kobiecie, jest potrzebna obecność w tym serwisie społecznościowym.

Instagram – za co go lubię

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to społeczność ciekawych ludzi pełnych pasji i empatii.

Na Instagramie panuje niepisana umowa, że dajesz innym dobrą energię i pozytywny feedback. Nie spotkałam się tam z hejtem, krytyką, negatywnymi uwagami. Jeśli komuś się nie podoba twoje konto i twórczość, po prostu cię nie obserwuje lub nie zostawia polubień. Oczywiście słyszałam o fali hejtu w stosunku do niektórych blogerów czy celebrytów, ale instagramowa codzienność jest raczej przyjazna. Szczególnie w grupie kobiet 40+. Dzielą się przepisami, pomysłami na dekoracje domu, zdjęciami z podróży i naprawdę mocno się wspierają. W tej grupie nie ma też takiego ciśnienia na idealnie piękne zdjęcia. Ważny jest przekaz, energia i pomysł. Ich konta są nie tylko ciekawe i często ładne, ale także pełne inspirujących przemyśleń i doświadczeń. Okazuje się, że poprzez podobną historię i czasy, w których najpierw dorastałyśmy, a potem stawałyśmy się dojrzałymi kobietami, mamy wiele wspólnego i podobnie patrzymy na świat.

To, co cenię w Instagramie to także INSPIRACJE. 

Takiej ilości ciekawych informacji, pomysłów na dania, dekoracje czy ciekawe miejsca do zwiedzenia nie ma chyba nigdzie indziej. Można obserwować konta światowych marek czy blogerek, ale także kobiet takich jak my, które dzielą się swoją pasją. Jeśli interesujesz się modą lub urodą – Instagram jest dla Ciebie stworzony. Te branże są tam najbardziej aktywne. Wiele marek prowadzi konta, które wyglądają jak blogi life-stylowe. Z nastrojowymi zdjęciami, w których kosmetyki czy ubrania są jednym z elementów pięknych kadrów. Ale jest także mnóstwo kont dla osób, które interesują się książkami, malarstwem, rędkodziełem, rozwojem osobistym i wiele innych. Każdy znajdzie tu coś dla siebie!

Instagram to informacje, informacje i jeszcze raz informacje.

Jedziesz do nowego miejsca? Wyszukujesz je na Instagramie – poprzez geotagi lub hashtagi wyławiasz najlepsze punkty widokowe, hotele, restauracje. Możesz też wrzucić pytanie do swojej społeczności. Jest prawie pewne, że będzie wśród niej ktoś, kto chętnie pomoże lub coś zarekomenduje. Ja dzięki takiej znajomości zwiedziłam najpiękniejsze miejsca Florencji (artykuł znajdziesz tu: Florencja – najpiękniejsze miejsca). Przewodniki oferowały zbyt dużą liczbę informacji, a koleżanka z Instagrama poleciła nie tylko gdzie pójść, ale także z jakiego miejsca i o której godzinie, zrobię najpiękniejsze zdjęcia!

Instagram to też możliwość kreacji, wypowiedzenia w twórczy sposób, tego jak widzimy i przeżywamy świat.

Możesz malować obrazy, układać bukiety, pisać książki. Możesz także tworzyć w unikalny sposób swoje konto na Instagramie. To rodzaj galerii, w której prezentujesz swoją estetyczną wrażliwość i widzenie świata. Dziś niemal każdy telefon potrafi robić ładne zdjęcia, ma wbudowane ciekawe filtry i funkcje, które umożliwiają uzyskanie niesamowitych wizualnych efektów. Ogranicza cię tylko wyobraźnia!

Instagram-dla-dojrzałych-kobiet

Ale… No właśnie, jest kilka pułapek. Instagram to wielki biznes. I jak każdy biznes ma za zadanie przytrzymać przy swoim produkcie jak najdłużej i jak najsilniej. Działy marketingu wydają ogromne pieniądze, by opracować taki system, układ, a nawet kolor serduszek, by uzależnić nas od ciągłego przewijania, przeglądania i sprawdzania, ile polubień uzyskało dane zdjęcie. Dla wielu osób to ciągły emocjonalny rollercoaster. Gdy komentarzy i serduszek jest dużo, emocje szybują w górę jak górska kolejka i jak górska kolejka zaraz potem gwałtownie spadają w dół. W takich chwilach niektórzy użytkownicy Instagrama myślą – po co mi to, skasuję to konto. A potem znowu fala serduszek i znowu przypływ endorfin. To nie znaczy, że Instagram jest zły. To tym bardziej nie znaczy, że osoby mające konta na tym portalu nie powinny z niego korzystać. Dla mnie jest to nauka uważności i świadomego zarządzania zarówno treściami na Instagramie jak i swoimi emocjami.

Instagram – na co trzeba uważać

 Przede wszystkim na swoje emocje.

Ilość śledzących konto, serduszek i komentarzy zależy od wielu czynników. Od pory roku, godziny wrzucenia posta, branży (lub tematyki), hashstagów, zdjęcia i wielu innych czynników (słynne algorytmy!), o których czasem wiedzą tylko twórcy Instagrama. Do tego te zasady ciągle się zmieniają! Nie jest tajemnicą, że posty są bardziej popularne, gdy na zdjęciu jest zbliżenie twarzy, a mniej, gdy wrzucamy książkę albo krajobraz. Wiem o tym, ale to moje konto, tworzę je w zgodzie ze sobą. Popularność nie jest dla mnie najważniejsza (choć oczywiście jest bardzo miła). Czasem chcę podzielić się sobą, a czasem tym co widzę i co mnie inspiruje. Sprawdzam też na bieżąco jak się czuję z tym, czym się dzielę. Czy to nie przekracza jakiś moich granic. Dla każdej osoby ta granica jest inna. To może być pokazywanie dzieci, domu, a nawet siebie. Każdy musi sam sprawdzić, co dla niego jest dopuszczalne, a co nie. Już przy założeniu konta można wybrać, jak bardzo chce się chronić swoją prywatność. Jeśli wybierzemy tzw. konto prywatne, będą miały do niego dostęp tylko osoby, którym na to zezwolimy. Ale to ma też drugą stronę medalu – osoby z zewnątrz nie mogą zobaczyć naszej galerii i mamy mniejszą szansę na szeroką publiczność.

Na porównywanie się.

To bardzo ważne – trzeba pamiętać, że to jest rodzaj kreacji. Nie znaczy to, że twórcy nie są autentyczni, ale nie pokazują wszystkiego, ani siebie w każdym stanie. Instagram to nie oni ani ich życie, tylko pewien aspekt (najczęściej ten ładniejszy) ich rzeczywistości. Może być najprawdziwszy, ale nie jedyny. Wszyscy bywamy zmęczeni, smutni i jest wiele dni, gdy wyglądamy jak zombie – bo projekt, bo choroba, bo stres i niedoczas. Nasze domy to nie wystawa w sklepie meblowym, a związki nie przypominają sielanki. Ale dzielimy się najczęściej tym co ładne, atrakcyjne i pozytywne. Myślę, że jesteśmy na tyle dojrzałe, żeby o tym wiedzieć i nie porównywać ani siebie ani swoich żyć i domów do tego, co widzimy na instagramowych zdjęciach. Chodzi o relaks, inspirację, przyjemny, a czasem wartościowy czas spędzony na Instagramie. Ja, jeżeli czegoś zazdroszczę, to umiejętności robienia pięknych zdjęć! No i użycia fajnych filtrów, które na Instagramie stosują nawet młode dziewczyny.

Instagram – dziwne konta.

To temat tabu i jednocześnie plaga. Kiedy zakładałam konto na Instagramie, wiedziałam jedno – chcę tworzyć społeczność kobiet dojrzałych, które wzajemnie będą się inspirować i dzielić się z nimi tym, w jaki sposób widzę świat. Nie szukałam flirtu, związku ani męskich znajomości. Nie wysyłałam też takich sygnałów. A jednak masowo (tak, niestety) zaczęli obserwować mnie panowie z różnych stron świata (jakimś dziwnym trafem, większość to „lekarze” albo „architekci” ;-) ). Kiedy wejdzie się na konta nawet znanych blogerek, widać jak wielu jest takich obserwujących. Czasem to tak zwane boty (programy, które mają za zadanie masowe obserwowanie kont), czasem realni panowie szukający w Internecie przygody (z różnymi, nie zawsze uczciwymi intencjami). Ponieważ zależy mi na społeczności kobiet, systematycznie blokuję (na szczęście jest taka funkcja!) takich obserwujących. Wolę mieć mniejszą społeczność, ale autentyczną i taką, która mnie inspiruje i dla której ja jestem inspiracją.

Na spędzany tam czas. To miejsce naprawdę wciąga i potrafi uzależnić. Czasem łapię się na tym, że wchodzę na chwilę i nie wiem kiedy mija godzina (albo dwie..). A życie jest tu i teraz, w moim domu, z mężem, zwierzętami, przyjaciółmi. Jeśli przesadzę z mediami społecznościowymi, zawsze czuję spadek energii i emocji. Najlepszą odtrutką jest detoks i proste, fizyczne czynności. Praca w ogródku, układanie w szafach, gotowanie. To mnie bardzo uziemia i przywraca poczucie realności. Zresztą mam wrażenie, że nasze pokolenie jest mniej podatne na uzależnienie od wirtualnego świata. Mamy zakodowaną potrzebę kontaktów z żywym człowiekiem, zwierzętami, naturą. To jest dla nas realne życie i w łatwy sposób do tego wracamy. Kiedy obserwuję dzieci i nastolatki widzę dużo większy problem. Ale to już temat na inną opowieść..

Instagram – czego mnie nauczył

Na Instagramie jest trochę jak w życiu. Przyciągasz ludzi o podobnej wrażliwości i poglądach. Jeśli jesteś dla nich miła i wspierająca, dostajesz w zamian to samo. I jak w życiu zdarzają się osoby, z którymi ci nie po drodze. Ale na szczęście są dwie cudowne funkcje – blokuj i unfollow (nie obserwuj) i warto z nich korzystać.

Instagram, jak wszystko wokół jest rodzajem energii, wymiany. Zdałam sobie sprawę, że tylko ja jestem odpowiedzialna za to, jaką energię wysyłam i jaką do siebie dopuszczam. Pokazuje mi też, gdzie są moje granice dzielenia się swoim światem i sobą. Ale też daje możliwość odważnego zaprezentowania swoich myśli i odczuć.

Dla mnie, kobiety „w pewnym wieku” Instagram stał się także szkołą odwagi. Pokazania siebie i kawałka swojego świata. Okazuje się, że jestem bardziej otwarta i odważniejsza, niż myślałam. Ale jednocześnie nie tak otwarta i przebojowa, jak czasami bym chciała.

Dzięki Instagramowi stałam się także bardziej tolerancyjna i mniej oceniająca. 

Kiedy słyszę głosy krytyczne w stosunku do kont prezentujących same selfie albo osób używających mocnych filtrów, myślę sobie – dlaczego nie? O co chodzi? Znam takie osoby i bardzo je lubię. Dla mnie ważne jest to, jakie treści publikują, co mają do powiedzenia, jak traktują siebie i innych! Co komu do tego, jakich ktoś używa filtrów albo jakie zdjęcia prezentuje, dopóki nie robi innym krzywdy (i nie łamie regulaminu Instagrama). Nikt nikogo nie zmusza do obserwowania kont, których nie lubi. Skąd więc ta potrzeba krytyki i wyśmiewania? I kto tu powinien się wstydzić? Twórcy czy krytykujący, którzy hejtując innych próbują się wypromować w Internecie?

No i na koniec – publikując swoje zdjęcia na Instagramie przerobiłam wiele swoich kompleksów i lęków. Bo nos, bo waga nie ta, bo co ludzie powiedzą. Nauczyłam się patrzeć na siebie i innych życzliwszym okiem. Ok, to też kwestia wieku, ale Instagram to pogłębił. Już się tak siebie nie czepiam, nie oceniam tak surowo. Patrzę na niektóre zdjęcia i myślę – fajna kobieta, jak dobrze, że ją poznałam!

To co? Zajrzycie na Instagram?

Instagram-jak z niego korzystać

Podziel się!


8 Komentarzy16 Minuty

10 rzeczy, które doceniamy po czterdziestce

Kobieta dojrzała - co jest dla niej najważniejsze

Ta lista powstała po zebraniu komentarzy czytelniczek. Koniecznie zobaczcie, co dojrzałe kobiety najbardziej doceniają po czterdziestce.

Jakiś czas temu na moim koncie na Facebooku pisałam o tym, co doceniam po czterdziestce. Bardzo dużo czytelniczek wysłało komentarz, co one dodałyby do tej listy. Ponieważ mnie to poruszyło, postanowiłam zebrać te punkty, które się powtarzały i opublikować je tu, na blogu.

Jest też jeszcze jeden, dobry pretekst. Za rok urodziny z piątką z przodu. I wtedy będę pisać o tym, co po pięćdziesiątce…

Kobieta po czterdziestce – co sprawia, że doceniamy naszą dojrzałość

  1. Świadomy seks, który smakuje teraz lepiej.

Ten komentarz dostał najwięcej serduszek. Zdecydowanie po czterdziestce jesteśmy bardziej otwarte na przyjemność i zmysłowość. Lepiej znamy swoje ciała i potrzeby. Te z nas, które są po menopauzie wreszcie także nie muszą martwić się o antykoncepcję. Wiele z Was pisze, że seks ma teraz inne oblicze. Jest bardziej zmysłowy i spokojny. Nawet, gdy okresowo spada nam libido, potrafimy wrócić do cieszenia się tą stroną życia, by na nowo odkryć jej piękno.

  1. Przyświeca nam motto – wszystko mogę, nic nie muszę.

Absolutny numer dwa! Bardzo wiele dojrzałych kobiet ma poczucie, że okres MUSZĘ, POWINNAM ma już za sobą. To wynika z głębokiej świadomości siebie, tego z czym i kim nam po drodze, a gdzie już nie chcemy się znaleźć. Nie dajemy się już wkręcać w niezdrowy perfekcjonizm i poczucie winy. Często też dochodzi wolność od obowiązków związanych z wychowywaniem dzieci. Nie musimy już codziennie sprzątać, gotować, załatwiać miliona spraw. To nas zachęca do mówienia nie w innych sytuacjach. Już wiemy, że świat się nie zawali, jak mąż sam sobie zrobi kolację, a my w tym czasie przeczytamy dobra książkę!

  1. Bardziej doceniamy bliskich.

Dla większości z nas właśnie to jest w życiu jest najważniejsze. I jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało –MIŁOŚĆ nadaje sens naszemu życiu. Wiele przeszłyśmy, czasem musiałyśmy bliskich pożegnać przedwcześnie, na niektórych się zawiodłyśmy, by innych docenić. Ale widzimy, jak czas szybko biegnie i że w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko to, jakimi jesteśmy ludźmi i jak wiele serca dałyśmy. Kiedyś bardziej wymagałyśmy, oceniałyśmy i porównywałyśmy naszych bliskich z innymi. Teraz doceniamy to jacy są i cieszymy się z ich obecności.

  1. Szanujemy czas, który mamy.

Po czterdziestce często przychodzi pierwszy moment zastanowienia nad przemijalnością. Patrzymy wstecz, zastanawiamy się, na co chcemy poświęcić czas, który nam został. Ta symboliczna połowa życia bywa przyczyną pozytywnego kryzysu. Jeśli jesteśmy niezadowolone, podejmujemy decyzje o zmianach. Czasem małych, a czasem naprawdę poważnych. Chcemy spędzić życie na własnych warunkach, zgodnie z tym, co nam serce podpowiada.

W mniejszej perspektywie szanujemy ten czas codzienny. Zwykłe chwile, na które w końcu składa się nasze życie. Więc częściej odmawiamy spotkań, które nic nie wnoszą i żegnamy ludzi, którzy odbierają nam energię.

  1. Jesteśmy bardziej pewne siebie.

Przede wszystkim dzięki naszym doświadczeniom. Wiele razy musiałyśmy zmagać się z życiem i wyszłyśmy z tego obronną ręką. To buduje naszą siłę i pewność siebie. Mamy też dużo większą odwagę w wyrażaniu siebie. Przestajemy się tłumaczyć z naszych wyborów i upodobań. Jestem jaka jestem i dobrze mi z tym. To nasza nowa mantra.

  1. Zachwyca nas piękno natury.

Niektóre z nas bardziej, niż kiedyś, niektóre dopiero to odkrywają, Ale wszystkie jesteśmy dużo bardziej wrażliwe na cud przyrody. I nie jest to ckliwy sentymentalizm, tylko prawdziwe połączenie z Wszechświatem i jego darami. Sadzimy kwiaty, podziwiamy zachody słońca, poranne mgły i fazy księżyca. Dla części z nas to relaks, a dla wielu wyraz głębokiej duchowości.

  1. Doceniamy drobne przyjemności.

Poranna kawa, kwiaty w wazonie, zapach pieczonego ciasta, popołudniowy spacer po parku. Doceniamy te chwile, które kiedyś, w pędzie życia, nam umykały. To one są kamyczkami, które składamy do koszyka z napisem SZCZĘŚCIE.

  1. Celebrujemy życie w rytmie slow.

Już nie uważamy, że zabieganie jest miernikiem sukcesu i efektywności. Cenimy czas, który wolno płynie, nieśpieszne niedzielne śniadania, długie spacery z psem czy zabawy z kotem. Tak modny teraz trend slow, jest naszą dużą potrzebą i zaczynamy tego mocno bronić. SIGA-SIGA, czyli grecka filozofia slow life wyrażająca się w słowach – „powoli”, „spokojnie”, „nie spiesz się” – często staje się także naszą filozofią życiową. Chcemy, tak jak Grecy smakować życia tu i teraz.

  1. Jesteśmy bardziej asertywne – łatwiej mówimy nie.

W sytuacjach, zdawałoby się, banalnych, jak wizyta u fryzjera, gdy chce ściąć za krótko włosy, czy w przymierzalni w sklepie, gdy ekspedientka wmawia nam, że to „idealny” ciuch dla nas. Ale też w tych poważniejszych, gdy szef po raz kolejny oczekuje, że będziemy pracowały po godzinach, toksyczna koleżanka próbuje nas wykorzystać, a rodzic lub dziecko usiłuje nas wbić w poczucie winy. Nie, nie, nie! Jak dwulatek na nowo odkrywamy to słowo i coraz częściej go używamy!

  1. Mamy dystans do siebie i świata.

Mąż już tak nie denerwuje (choć się wcale nie zmienił), korki przestały tak irytować, a wady koleżanki stały się po prostu ciekawymi cechami charakteru. Już nas tak wszystko nie wyprowadza z równowagi, bo bardzo cenimy sobie spokój i harmonię. Więc świadomie go wybieramy. No, chyba, że akurat przechodzimy menopauzę i wszystko nas denerwuje, a emocje szaleją. Ale to tylko przystanek na drodze do równowagi.

Szczęście – to słowo klucz. Przeszłyśmy długą drogę, żeby je poczuć i docenić. Coś byście do tego manifestu dodały?

kobieta po czterdziestce - co ją uszczęśliwia

Jest czerwiec – muszą być piwonie. W końcu z takich drobiazgów składa się nasze życie :-)

Podziel się!


0 Komentarzy8 Minuty