Kobieta dojrzała - co jest dla niej najważniejsze

Ta lista powstała po zebraniu komentarzy czytelniczek. Koniecznie zobaczcie, co dojrzałe kobiety najbardziej doceniają po czterdziestce.

Jakiś czas temu na moim koncie na Facebooku pisałam o tym, co doceniam po czterdziestce. Bardzo dużo czytelniczek wysłało komentarz, co one dodałyby do tej listy. Ponieważ mnie to poruszyło, postanowiłam zebrać te punkty, które się powtarzały i opublikować je tu, na blogu.

Jest też jeszcze jeden, dobry pretekst. Za rok urodziny z piątką z przodu. I wtedy będę pisać o tym, co po pięćdziesiątce…

Kobieta po czterdziestce – co sprawia, że doceniamy naszą dojrzałość

  1. Świadomy seks, który smakuje teraz lepiej.

Ten komentarz dostał najwięcej serduszek. Zdecydowanie po czterdziestce jesteśmy bardziej otwarte na przyjemność i zmysłowość. Lepiej znamy swoje ciała i potrzeby. Te z nas, które są po menopauzie wreszcie także nie muszą martwić się o antykoncepcję. Wiele z Was pisze, że seks ma teraz inne oblicze. Jest bardziej zmysłowy i spokojny. Nawet, gdy okresowo spada nam libido, potrafimy wrócić do cieszenia się tą stroną życia, by na nowo odkryć jej piękno.

  1. Przyświeca nam motto – wszystko mogę, nic nie muszę.

Absolutny numer dwa! Bardzo wiele dojrzałych kobiet ma poczucie, że okres MUSZĘ, POWINNAM ma już za sobą. To wynika z głębokiej świadomości siebie, tego z czym i kim nam po drodze, a gdzie już nie chcemy się znaleźć. Nie dajemy się już wkręcać w niezdrowy perfekcjonizm i poczucie winy. Często też dochodzi wolność od obowiązków związanych z wychowywaniem dzieci. Nie musimy już codziennie sprzątać, gotować, załatwiać miliona spraw. To nas zachęca do mówienia nie w innych sytuacjach. Już wiemy, że świat się nie zawali, jak mąż sam sobie zrobi kolację, a my w tym czasie przeczytamy dobra książkę!

  1. Bardziej doceniamy bliskich.

Dla większości z nas właśnie to jest w życiu jest najważniejsze. I jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało –MIŁOŚĆ nadaje sens naszemu życiu. Wiele przeszłyśmy, czasem musiałyśmy bliskich pożegnać przedwcześnie, na niektórych się zawiodłyśmy, by innych docenić. Ale widzimy, jak czas szybko biegnie i że w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko to, jakimi jesteśmy ludźmi i jak wiele serca dałyśmy. Kiedyś bardziej wymagałyśmy, oceniałyśmy i porównywałyśmy naszych bliskich z innymi. Teraz doceniamy to jacy są i cieszymy się z ich obecności.

  1. Szanujemy czas, który mamy.

Po czterdziestce często przychodzi pierwszy moment zastanowienia nad przemijalnością. Patrzymy wstecz, zastanawiamy się, na co chcemy poświęcić czas, który nam został. Ta symboliczna połowa życia bywa przyczyną pozytywnego kryzysu. Jeśli jesteśmy niezadowolone, podejmujemy decyzje o zmianach. Czasem małych, a czasem naprawdę poważnych. Chcemy spędzić życie na własnych warunkach, zgodnie z tym, co nam serce podpowiada.

W mniejszej perspektywie szanujemy ten czas codzienny. Zwykłe chwile, na które w końcu składa się nasze życie. Więc częściej odmawiamy spotkań, które nic nie wnoszą i żegnamy ludzi, którzy odbierają nam energię.

  1. Jesteśmy bardziej pewne siebie.

Przede wszystkim dzięki naszym doświadczeniom. Wiele razy musiałyśmy zmagać się z życiem i wyszłyśmy z tego obronną ręką. To buduje naszą siłę i pewność siebie. Mamy też dużo większą odwagę w wyrażaniu siebie. Przestajemy się tłumaczyć z naszych wyborów i upodobań. Jestem jaka jestem i dobrze mi z tym. To nasza nowa mantra.

  1. Zachwyca nas piękno natury.

Niektóre z nas bardziej, niż kiedyś, niektóre dopiero to odkrywają, Ale wszystkie jesteśmy dużo bardziej wrażliwe na cud przyrody. I nie jest to ckliwy sentymentalizm, tylko prawdziwe połączenie z Wszechświatem i jego darami. Sadzimy kwiaty, podziwiamy zachody słońca, poranne mgły i fazy księżyca. Dla części z nas to relaks, a dla wielu wyraz głębokiej duchowości.

  1. Doceniamy drobne przyjemności.

Poranna kawa, kwiaty w wazonie, zapach pieczonego ciasta, popołudniowy spacer po parku. Doceniamy te chwile, które kiedyś, w pędzie życia, nam umykały. To one są kamyczkami, które składamy do koszyka z napisem SZCZĘŚCIE.

  1. Celebrujemy życie w rytmie slow.

Już nie uważamy, że zabieganie jest miernikiem sukcesu i efektywności. Cenimy czas, który wolno płynie, nieśpieszne niedzielne śniadania, długie spacery z psem czy zabawy z kotem. Tak modny teraz trend slow, jest naszą dużą potrzebą i zaczynamy tego mocno bronić. SIGA-SIGA, czyli grecka filozofia slow life wyrażająca się w słowach – „powoli”, „spokojnie”, „nie spiesz się” – często staje się także naszą filozofią życiową. Chcemy, tak jak Grecy smakować życia tu i teraz.

  1. Jesteśmy bardziej asertywne – łatwiej mówimy nie.

W sytuacjach, zdawałoby się, banalnych, jak wizyta u fryzjera, gdy chce ściąć za krótko włosy, czy w przymierzalni w sklepie, gdy ekspedientka wmawia nam, że to „idealny” ciuch dla nas. Ale też w tych poważniejszych, gdy szef po raz kolejny oczekuje, że będziemy pracowały po godzinach, toksyczna koleżanka próbuje nas wykorzystać, a rodzic lub dziecko usiłuje nas wbić w poczucie winy. Nie, nie, nie! Jak dwulatek na nowo odkrywamy to słowo i coraz częściej go używamy!

  1. Mamy dystans do siebie i świata.

Mąż już tak nie denerwuje (choć się wcale nie zmienił), korki przestały tak irytować, a wady koleżanki stały się po prostu ciekawymi cechami charakteru. Już nas tak wszystko nie wyprowadza z równowagi, bo bardzo cenimy sobie spokój i harmonię. Więc świadomie go wybieramy. No, chyba, że akurat przechodzimy menopauzę i wszystko nas denerwuje, a emocje szaleją. Ale to tylko przystanek na drodze do równowagi.

Szczęście – to słowo klucz. Przeszłyśmy długą drogę, żeby je poczuć i docenić. Coś byście do tego manifestu dodały?

kobieta po czterdziestce - co ją uszczęśliwia

Jest czerwiec – muszą być piwonie. W końcu z takich drobiazgów składa się nasze życie :-)

Podziel się!